Temat: Aby zrozumieć...

 Cel kluczowy: budzenie podziwu i szacunku dla człowieka, który potrafił poświęcić życie dla swoich małych podopiecznych.

Cele operacyjne:

-          Poznanie melodii, słów oraz zrozumienie przesłania hymnu szkoły,

-          Uświadomienie, że „małemu człowiekowi” potrzebny jest szacunek, a o wartości człowieka decydują nie słowa, lecz czyny,

-          Uczenie argumentowania i zasad dyskusji.

Środki dydaktyczne: tekst i melodia hymnu szkoły, fragment filmu A. Wajdy „Korczak”, fragment książki M. Jaworskiego „Janusz Korczak”, cytaty z dzieł Korczaka mówiące o dzieciach, schemat drzewka decyzyjnego.

Metody pracy:

-          Metoda sytuacyjna,

-          Gry dydaktyczne: symulacyjne i decyzyjne,

-          Film.

Formy pracy: grupowa, indywidualna.

 Przed lekcją ustawiamy w sali ławki w ten sposób, aby na środku klasy pozostała wolna przestrzeń, a uczniowie mogli pracować w dwóch odrębnych grupach. W sali rozwieszamy kilka cytatów z dzieł Korczaka.

Tok lekcji:

 1.      Nauczyciel odsłania fragment hymnu szkoły:

 „Mały człowiek, małe sprawy, małe a więc prawie nieważne.

Pędrak, brzdąc, malec, rak – wciąż na boku, wciąż nieważni”

 Głośne odczytanie cytatu.

Swobodna rozmowa wokół tematu: uczniowie opowiadają o swoich przeżyciach i skojarzeniach w związku z cytatem. Nauczyciel może posłużyć się przygotowanymi cytatami. (załącznik nr 1)

 2.      Nauczyciel odsłania kolejny fragment hymnu.

 „A przecież w nas płonie iskra, co zapalić może świat.

Spalić ród pożarem geniuszu, nowe światło ludziom dać”

 Głośne odczytanie cytatu.

Swobodna rozmowa wokół tematu: komentarz do słów Korczaka.

Nawiązanie do sylwetki patrona szkoły – przypomnienie znanych już faktów z życia Korczaka.

 Wniosek: Korczak był tym, który odkrył wartość dzieci, on ich bronił, walczył o prawa dla nich i szacunek.

 3.      Odtworzenie fragmentu filmu A. Wajdy „Korczak” – „Likwidacja Getta”.

4.      Odczytanie fragmentu wspomnień M. Jaworskiego o Korczaku dotyczących likwidacji getta i transportu do obozu.( załącznik nr 2)[1]

5.      Pytanie o to, co zrobił Korczak i dlaczego – swobodna dyskusja na podstawie prezentowanych wcześniej materiałów.

6.      Prośba o zastanowienie się jakiego wyboru powinien dokonać Korczak (pomijamy faktyczny wybór): zdecydować się na śmierć z dziećmi czy zostawić je, aby pomagać innym?

 Dzieci zgodnie ze swoją decyzją zasiadają przy jednym ze stolików. Tworzą w ten sposób dwie grupy.

 7.   Praca w grupach: Gromadzenie argumentów na poparcie swego zdania.

8.   Prezentacja zebranych argumentów. Nauczyciel wchodzi w rolę Korczaka, odpiera argumenty obu grup, wyraża wątpliwości, zmuszając dzieci do dalszej argumentacji.

9.   Wypełnienie schematu drzewka decyzyjnego, ustalenie wartości nadrzędnej – poczucie bezpieczeństwa.

10. Zabawa:

Zawiązujemy oczy kilku uczniom, na środku klasy tworzymy z ławek i krzeseł tor przeszkód, dzieci mają za zadanie pokonać go. Pozostali uczniowie obserwują kolegów.

Następnie powtarzamy zabawę, ale tym razem dzieci idą w ustalonej kolejności, a wyznaczony uczeń podpowiada im, którędy  mają iść.[2]

Rozmowa na temat tego, co czuły dzieci za pierwszym i drugim razem.

 11. Próba odpowiedzi na pytania:

Co dał Korczak dzieciom w ich ostatniej drodze?

Kim były dla niego dzieci?

Czy podjął słuszną decyzję?

12. Ciąg dalszy zabawy. Tym razem dzieci nauczycielowi zawiązują oczy i ustawiają tor przeszkód, który nauczyciel musi pokonać.

13. Próba odpowiedzi na pytania:

Czy Korczak znał drogę i cel podróży?

Czy był przekonany o słuszności swego postępowania? Dlaczego?

WNIOSKI

Korczak kierował się w życiu troską o dobro dziecka, postępował tak, gdyż kochał i szanował dzieci, a swymi czynami potwierdził głoszone przez siebie poglądy.

 14. Odsłonięcie całego tekstu hymnu szkoły, zapoznanie z melodią utworu. (załącznik nr3)

 

 ZAŁACZNIK NR 1 - PRZYKŁADOWE CYTATY Z DZIEŁ KORCZAKA

 „Można żądać dobroci, ale nie takiej, która jest poświeceniem”

 „Dziecko nie mniej, nie ubożej, nie gorzej myśli niż dorośli, ono inaczej myśli. W naszym myśleniu obrazy są spłowiałe i postrzępione, uczucia matowe, zapylone. Dziecko myśli uczuciem, nie intelektem. Dlatego tak trudno porozumieć się z nimi, dlatego nie ma trudniejszej sztuki jak przemawianie do dzieci.”

 „A pożyteczne i ważne są marzenia. Nie od razu wie człowiek, do czego się ma przygotować. Rozmaicie układa, aż z dziesięciu różnych marzeń jeden program życie układa.”

 „My jesteśmy rzeczoznawcy naszego życia i naszych spraw. My tylko milczymy, dlatego że nie wiemy, co wolno mówić, co nie.”

 „Bądź sobą – szukaj własnej drogi.”

 „Dzieci to przyszli ludzie. Więc dopiero będą, więc jakby ich jeszcze nie było. A przecież jesteśmy: żyjemy, czujemy, cierpimy.”

 „Dziecko małe, lekkie, mniej go jest. Musimy pochylić, zniżyć ku niemu.”

 „Bo dorosłemu nikt nie powie wynoś się, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli, a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet, kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.”

 ZAŁACZNIK NR 2  - FRAGMENTY KSIĄŻKI M. JAWORSKIEGO „ JANUSZ KORCZAK”, KTÓRE WYKORZYSTAŁAM NA LEKCJI.

  Kiedy przychodzi chwila zagłady – pisze w swoich wspomnieniach Irena Krzywicka w swoich wspomnieniach (Wielcy i niewielcy) – przyjaciele proszą go i błagają, aby uciekał z getta. (...) Jego śmierć jest właściwie niepotrzebna: nie uratuje nią życia dzieciom. Sam może jeszcze przydać się innym, nie tylko te sieroty są na świecie. Właściwie z punktu widzenia zdrowego rozsądku śmierć jego jest nie mniejszym nonsensem, niż samobójstwo lekarza, gdy chory jego kona na nieuleczalną chorobę. Ale święci myślą innymi kategoriami. Korczak nie mógłby żyć z poczuciem, że opuścił dzieci w chwili śmierci, a przede wszystkim bez mędrkowań i przewidywań jest im potrzebny już, natychmiast, żeby im oszczędzić męki najgorszej – przedśmiertelnego przerażenia. Zostaje, więc tylko po to, żeby je okłamać. Żeby do ostatniej chwili, patrząc im szczerze i ciepło w oczy, mówić, że jadą na wycieczkę, na wieś. Z niepojętą wprost zimną krwią reżyseruje ten odjazd w zaświaty.(...)

 Na Umschlageplatz  koło Dworca Gdańskiego, gdzie zbierano wszystkich przed odjazdem, przeszli czwórkami, ze swoim zielonym sztandarem -–zieleń była dla nich kolorem nadziei, tego, co rośnie, co się rozwija – z kierownictwem Domu Sierot na przedzie. Ile było tych czwórek? Pięćdziesiąt. Dwieście dzieci – żydowskich dzieci z Domu Sierot. I człowiek, który takich dzieci – żydowskich i polskich – wychował wcześniej tysiące. Mógł wynieść cało swoją głowę: wiele razy, już kiedy był zamknięty w getcie, proponowano mu ucieczkę i bezpieczną kryjówkę. Jeszcze niemal w ostatniej chwili, tuż przed odjazdem transportu, miał ponoć okazję ocalenia. Nie chciał jednak z niej skorzystać, bo nie mógł pozostawić swojemu losowi tych, którzy zawsze bezgranicznie mu ufali. Musiał swoją powinność wypełnić do końca. Pragnął przecież im pomóc – po raz ostatni, w chwili najważniejszej i najstraszniejszej – w momencie śmierci. (...)

 Tak szedł mały, rudawy doktor na czele śpiewających dzieci, z uśmiechem zapewne, bo dzieci mają bystre spojrzenie i wyłowiłyby smutek, a w sercu przeżywał mękę każdego dziecka z osobna. Miał, na nieszczęście wyobraźnię, więc widział przed sobą ich śmierć. O własnej na pewno nie myślał. Ale jeszcze przez godzinę, przez kwadrans, jeszcze przez minutę... Cóż więcej może zrobić bezsilny człowiek? (...)

 Igor Newerly wspomina:

Miał wiele propozycji ukrycia, najważniejszą ze strony Maryny Falskiej. Na Bielanach był wynajęty pokój, przygotowano dokumenty. Mógł wyjść w każdej chwili, chociażby ze mną, kiedy go odwiedziłem zaopatrzywszy w przepustkę na dwie osoby. (...) Był zaskoczony, że nie odczuwam brzydoty podobnej propozycji. Nie opuścisz przecież swojego dziecka w chorobie, w nieszczęściu, w niebezpieczeństwie. A tu dwieście dzieci. Jak można zostawić je same w zaplombowanym wagonie i potem w komorze gazowej? I czy można to wszystko przeżyć? Nie mógł i nie chciał. (...)

 Antoni Szymanowski pisze:

Widziałem tam rzeczy przeraźliwe w swej grozie, a przede wszystkim: oddzielanie dzieci od rodziców. Pewien ojciec 2 dzieci: 6-letniego i paromiesięcznego, którego żona była już dawniej wywieziona, miał wolną drogę do życia, ale bez dzieci. Zostawił je na środku ulicy i wszedł do owej bramy. Trzeba było słyszeć głos starszej córeczki: „Tatusiu”. Nie zapomnę. Inna kobieta, mimo pozwolenia odejścia dla niej samej tylko, chciała przemycić synka. Niemiec rozdzielił ich i zaczął na oczach wszystkich prać ją nahajem, kopać, walić pięściami po twarzy i głowie. Gdy puścił ją wreszcie i odzyskała przytomność – dziecka już nie było. Dołączone do kilkudziesięciu innych popędzono już daleko.(...) Wśród takich scen, przez kamienne piekło ulicy (...) przeciągał pochód dzieci z domu sierot.(...).  Wszystkie dzieci ustawione w czwórki, na czele Korczak z oczami utkwionymi w górę, trzymał dwoje dzieci za rączki, prowadził pochód. (...)

  

Dość szybko rozniosła się wieść, że już przy załadowywaniu wszystkich do wagonu Niemcy postanowili zwolnić Korczaka. Newerly powtarza jedną z wersji wydarzenia: „ (...) W takim szyku, czwórkami, ze sztandarem, z kierownictwem na czele, nikt tu jeszcze nie przychodził. Co to jest? – zawołał komendant Umschlagplatzu. Korczak z dziećmi, powiedzieli mu, to się zastanowił, zaczął sobie przypominać, ale przypomniał, gdy dzieci były już w wagonach. Spytał doktora, czy on napisał „Bankructwo małego Dżeka”. Tak, czy to ma jakiś związek z transportem? Nie, czytałem w dzieciństwie, dobra książka, pan może zostać, doktorze. A dzieci? Ach, dzieci muszą jechać... Pan się myli – krzyknął doktor – dzieci przede wszystkim! – i zatrzasnął drzwi za sobą” (...)

 Co dalej – nie wiemy. Ale scenariusz był niezmiennie ten sam. Ładowano do wagonów bydlęcych przeciętnie po sto osób – w sumie od 5 do 6 tysięcy dziennie. Kierunek: Treblinka – położona na Podlasiu, w dolinie Bugu.(...) Natychmiast po przybyciu wszyscy musieli w ciągu pięciu minut opuścić pociąg i ustawić się w rzędzie na peronie. Dzielono ich wówczas na grupy: mężczyzn, kobiety i dzieci, każda grupa osobno. Kazano im rozebrać się do naga, co odbywało się pod razami biczów niemieckich strażników. Robotnicy asystujący temu natychmiast zabierali całą odzież i odnosili do baraków, a wówczas zmuszano tych ludzi do maszerowania nago ulica wiodącą do komór gazowych.   

 ZAŁĄCZNIK NR 3  - HYMN SZKOŁY PODSTAWOWEJ NR 29 W BIELSKU - BIAŁEJ

 Szacunku dla jego niewiedzy, szacunku dla pracy poznania.

Szacunku dla niepowodzeń i łez, i łez.

Szacunku dla jego tajemnic, szacunku dla dnia dzisiejszego.

Szacunku dla jasnego, świętego dziecięctwa.

 
Mały człowiek, małe sprawy, małe a więc prawie nieważne.

Pędrak, brzdąc, malec, rak – wciąż na boku, wciąż nieważni.

A przecież w nas płonie iskra, co zapalić może świat.

Spalić ród pożarem geniuszu, nowe światło ludziom dać.

Dlatego

 Szacunku...

 

Opracowała: Elżbieta Łodej

Szkoła Podstawowa nr 29 w Bielsku-Białej

 


[1] M. Jaworski, Janusz Korczak, Wydawnictwo Interpress, Warszawa 1977
[2] Inspiracją pomysłu gier dydaktycznych był  dla mnie scenariusz M. Sawickiego „Ostatnia decyzja Janusza Korczaka – jaka być powinna ?”, Wydawnictwo Drama z. 12/1994 r.

[początek] [Biuletyn]  
 

© 2003 - Polskie Stowarzyszenie im. Janusza Korczaka - Wszelkie prawa zastrzeżone

design by TONER