BLASKIEM DUSZY, CIENIEM
SERCA
osobiste refleksje z
wigilii Korczakowców w Borzęciczkach
Dziewczynka z plecakiem szkolnym wskazała nam
drogę- za zakrętem będzie brama wjazdowa. Była. Jak z bajki- droga wiodąca prosto
do pałacu. Wśród mgły, kropel deszczu i panującej szarości dotarliśmy tam,
gdzie nas oczekiwano. Najważniejsze było to, że ktoś na nas czekał.
W
połowie drogi zajaśniał pomnik Korczaka z dziećmi. Jak samo olśnienie! Był i
wypatrywał oczy, czy ktoś jeszcze przyjedzie? Witał każdego z osobna, witał
wszystkich tak samo, trochę nostalgią, trochę z dumą w oczach. Byliśmy dla
niego ważni! Wszyscy, bez wyjątku. Jesteśmy wśród swoich, jesteśmy w domu....
Na mojej zakładce do książki jest napis
„Kolorowy świat z Borzęciczek” i obraz przedstawiający dwoje ludzi w objęciach.
Widokówka- zaproszenie oglądana przeze mnie dziesiątki razy. Nazwa miejscowości
jak magnes- tam musi być...magicznie? Pałac grudniowym popołudniem w chmurach
mgły, kropelkach dżdżu osiadających na zamkniętych powiekach.
I nawet błoto i kałuże nie były straszne,
tylko jakieś oswojone, uśmiechające się załzawionym deszczykiem.
U wejścia oświetlone choinki, pod pomnikiem
dwa ogromne znicze. Ciepło. On patrzy na nas
z
góry, my tutaj, by cieszyć się życiem, by żyć dla dzieci. Ale na miarę naszych
czasów-
że
trudno, że ciężko, że brak pieniędzy. Wszyscy wiedzą, wszyscy mówią. Rozmowy,
rozmowy, rozmowy. Jedni stąd, z bliska, inni dopiero przyjadą, jeszcze inni nie
pojawią się w ogóle. Serdeczne powitania. Wielu nie znam, ale uściski i radość
autentyczna, szczera, prawdziwa.
Ot, spotkanie człowieka z człowiekiem. Uwaga
na dzieci- ile przyjechało, dlaczego tak mało. Powinno ich być jak najwięcej. I
już szybciutko- znajomości a nawet przyjaźnie. „Dzieci działają szybko”- słyszę
potem. Na wigilii będą już nie goście, ale korczakowcy, nowe koleżanki
i
koledzy. Spontaniczność właściwa dzieciom.
Nowe miejsce zaciekawia. Idziemy na spacer.
Po błocie i kałużach, w kapturach na głowach. Świat pogrążony w zadumie, obudzi
się tej nocy kolędowej. Oplata nas cisza, pokój, jakieś natchnienie i
zauroczenie. Zostało do dziś. Wrócę? Myślami, zdjęciami, wspomnieniami. Wracam.
Największa wigilia w moim życiu. W twoim
zapewne też. Wyryła się w pamięci. Może pierwsza i ostatnia. Biało i kolędowo,
dla dzieci i z dziećmi, boleśnie i z nadzieją. Czyżby łzy?
A
może tylko światło świec szkli oczy?
mgr Małgorzata Januś
Jaroszów