|
Nie wiem ... Janusz
Korczak
Spłynie
taki rzeski dzień, a w nim dobra godzina. Nie można
powiedzieć z góry kiedy, na jak długo. Prostują się nagle
myśli, spokój pogodny krąży. Łagodna samotność, ale
zaludniona. Nie pustka. I nawet myśl żartobliwa staje sie
pobłażliwym uśmiechem życzliwa i poważna.
Zrazu mieszanina różnych i niespodzianych, potem -
jedna już tylko, znajoma i bliska, oczekiwana,
przeczuwana. Witaj...
Gdyby zgarnąć, zgrabić w jedno miejsce wszystkie
frazesy i fałsze, całe kłamstwo i złe urojenia, nieufność,
urazy, złośliwość i zło... i spalić. Nie. Niech na uboczu,
na spiekocie, na deszczu, pod śniegiem - niech leży. Byle
nie zanieczyszczało to-to, powietrza nie zatruwało na
ścieżkach i gościńcach życia i świata.
Nie może to być tak. W dni mgliste roznosi wiatr
jadowite opary.
Więc może jednak spalić...
A jeśli potrzebna ich fermentacja...
Może kompost, gdzie wyrośnie konwalia i malina...
Niestety jutro, a dziś...
Może potrzebne. Kto zgadnie, może tym większa
tęsknota, hart w walce o zwycięstwo prawdy.
Nie wiem.
to fragment niezidentyfikowanej
jeszcze większej całości - z powojennej publikacji w
"Biuletynie Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci"
1947, nr 2/3 - jak ocalał...? Marta Ciesielska.
|